Kategorie
Odznaczenia Rosji

Opowieść wigilijna o dwóch krzyżach i Czarnym Baronie

Od wieku lat w okresie około świątecznym wyobraźnię pobudzają  ,,opowieści”. Ta też będzie taka, chociaż zabraknie w niej elementów fantastycznych to mam nadzieję, że wytrwacie do końca. 

Jakiś czas temu zelektryzowała mnie informacja przesłana przez mojego Kolegę Wojtka z zapytaniem, czy nie mam ochoty na ,,przygarnięcie” odznaki w formie krzyża w czerni z dwoma datami i nazwą  Gallipoli. Nie odmówiłem, bo jestem jak sroka lubiąca falerystyczne błyskotki, chociaż Wojtek zastrzegał, że słupek oznaki lutowany jest amatorsko i trzeba coś z tym zrobić, w znaczeniu naprawić. Ani się nie obejrzałem, a przesyłka była juz u mnie. Słupek istotnie przylutowany cyną w amatorski sposób nie wyglądał ładnie (nomen omen słupek perfekcyjnie został naprawiony i krzyż odzyskał trochę blasku), a sama odznaka ma w sobie coś… 

Sami widzicie, że w tym krzyżu jest coś takiego magiczno-przyciągającego. Czy to ze względu na prostotę przekazu, czy użytą cyrylicę, czy żałobny kolor, kojarzący się no właśnie, z czym? Właściwie to wiedziałem z czym mam do czynienia od początku. Od początku też zapałałem takim dziwnym przeświadczeniem, że to jeden z najciekawszych obiektów w mojej kolekcji, że po prostu na niego czekałem….

Poznałem i historię  pozyskania krzyża (a raczej krzyży, bo będzie i drugi falerystyczny bohater)  przez mojego Kolegę Wojtka. Ot wycieczka zagraniczna, na terenie dzisiejszej Litwy. Lata 90 te XX wieku, Litwa budzi się w niepodległości i wyzwala z okowów ZSRR.  Miejscowość skąd pochodził właściciel krzyży to Zervynos, tak nazywa się dzisiaj, ale przed wojna leżała na terenie II RP nazywała się wtedy Zerwinowem (Zerwinami). Wieś znalazła się w obrębie terytorium Polski tylko i wyłącznie ze względu na niesubordynację jakby można to elegancko nazwać generała Lucjana Żeligowskiego. Niesubordynacja znana jest w historii jako ,,bunt Żeligowskiego”, niezła intryga polityczna i operacja wojskowa zarazem.

Odbiegam jak zwykle od tematu, jesteśmy na Litwie, a Kolega Wojtek kierując się patriotycznym przesłaniem chce odwiedzić grób Emilii Plater, bohaterskiej kobiety walczącej w Powstaniu Listopadowym. 

Emilia Plater – domena publiczna

Grób naszej Bohaterki znajduje się w miejscowości Kopciowo, obecnie w granicach litewskiego państwa.

Grób Emilii Plater – Kopciowo – Internet

Wiele by pisać o kobietach w powstaniach narodowych, ale całkowicie zboczyłbym z tematu, może z okazji Dnia Kobiet warto by taki wpis popełnić? 

W Kopciowie Wojtek napotyka bardzo wiekowego mężczyznę. W trakcie rozmowy zostaje zaproszony do miejscowości Zervynos… Wsumie niedaleko od Kopciowa. Tajemnicza wieś, o której możemy przeczytać, że posiada zabytkową oryginalną zabudowę, pszczelarskie tradycje i.. i tyle. W każdym razie wiekowy starzec zaprosił Kolegę do siebie i w pewnym momencie przyniósł mu dwa krzyże, by je pokazać i jak się okazało po prostu sprzedać. 

Wieś Zervynos w fotografii zrobionej przez Wojtka
Wieś Zervynos w fotografii zrobionej przez Wojtka

Bieda wyzierająca z każdego kąta ubogiego domostwa nie pozostawiała wątpliwości ze człowiek ów żył w nędzy i ubóstwie. Krzyże zostały nabyte bez specjalnych negocjacji, za nie za wysoką kwotę w dolarach, bo innej waluty ów starzec nie chciał. Krzyże powędrowały do Polski, by po kilkudziesięciu latach przebywania w zbiorach Wojtka, powędrować w charakterze prezentu do mnie. 

Czas przybliżyć proweniencję każdego z nich. 

Pierwszy to  odznaka żołnierska ułana Lejb-Gwardyjskiego Pułku Ułanów Jego Wysokości. Mówimy oczywiście o formacji rosyjskiej, stacjonującej nomen omen w Warszawie, która została powołana w 1817 roku do ochrony cerewicza Konstantego.

Odznaka ta oczywiście występowała w wielu odmianach, w tej ostatniej prezentowanej powyżej pojawia się już w XX wieku.

domena publiczna Internet

Sama historia pułku jest bardzo ciekawa, nie będę zagłębiał się tutaj w działania wojenne. W każdym razie pułk ów stacjonował w Warszawie, a do dzisiejszego dnia uchowała się cerkiew, wzniesiona w 1906 roku jako cerkiew pułkowa, znana obecnie pod nazwą Katedry Świętego Ducha. Niektórzy kwestionują tą informację o pochodzeniu cerkwi, ale to nie jest przedmiotem tej pogawędki.

Dawna pułkowa cerkiew obecnie katedra Świętego Ducha – domena publiczna 

W każdym razie pułk był bardzo sławny, a żeby dodać pikanterii, powiem, że pułkiem dowodził w latach 1911-1913 nikt inny jak sam Carl Gustaw Mannerheim ! Ów słynny Fin, służący przed rewolucją w armii rosyjskiej, znany z bohaterskiego odpierania sowieckiej inwazji na Finlandię w czasie wojny zimowej i wojny kontynuacyjnej. Niebywale interesująca postać. 

Carl Gustaw Mannerheim -domena publiczna

Dodam, że słynna fińska linia fortyfikacji, na której bronił się z powodzeniem przed Sowietami w latach 40 tych, była oczywiście nazwana jego imieniem 🙂 Zachęcam do poczytania o zmaganiach Finów z Sowietami którzy bali się Finów jak ognia a samego Mannerheima przedstawiali jako kata – warto poczytać !

Radziecki plakat propagandowy w języku fińskim przedstawiający 
Mannerheima jako kata wraz z ,,przebiegiem” jego służby – domena publiczna
Linia Mannerheima – domena publiczna

Znowu odbiegam od tematu, ot taki mój ,,urok”. Jesteśmy zatem przy pułku Lejb Gwardyjskim i jego losach, najprawdopodobniej jego ułanem był nasz staruszek właściciel obu odznak. 

Ułani Lejb Gwardyjskiego pułku na starej fotografii – domena publiczna
Ułani Lejb Gwardyjskiego pułku na starej pocztówce – domena publiczna
Ułani Lejb Gwardyjskiego pułku na starej fotografii – domena publiczna

Sam pułk walcząc na frontach Wielkiej Wojny zostaje w 1917 podzielony, wydziela się z niego między innymi polski szwadron oraz tworzy oddział Pułku Kawalerii Serdyuchny  z Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej. Na temat tego polskiego szwadronu niczego się nie doszperałem niestety. Możliwe że szwadron ów został wcielony do 1 pułku kawalerii I Korpusu Polskiego gen. Dowbor Muśnickiego, ale to tylko taka robocza hipoteza. 

W 1918 roku pułk zostaje rozformowany przez nowe władze na mocy rozkazu 236 z dnia 03 kwietnia 1918 roku. Odradza się w ramach formacji ,,białych” – Sił Zbrojnych Południowej Rosji.

By nie wydłużać, siły zbrojne o których mówimy, w trakcie wydarzeń zwanych ,,wojną domową” przechodzą różne ewolucje, trudne do objęcia, trudne do zrozumienia. Kto czytał ,,Cichy Don” ten wie o czym mówię, żołnierze przechodzili czasami kilkanaście razy na strony przeciwników, wracali, tworzyli nowe oddziały, które raz przyszywały czerwone wstęgi i szarfy tudzież gwiazdy a raz orły rosyjskie, Galimatias okrutny!

Plakat ruchu Białych „Słowa generała Denikina”. 1919 rok . Tekst na plakacie: „Słowa generała Denikina : Pójdziemy tam nie po to, by wracać do starego porządku, nie po to, by chronić majątek i interesy klasowe, ale by stworzyć nowe, jasne życie dla wszystkich: na prawo i na lewo oraz Kozaków i chłopów i pracownika. ” – domena publiczna

Armią białych na południu początkowo dowodzi generał Denikin a po jego rezygnacji z dowodzenia w 1920 roku, dowództwo obejmuje nikt inny jak nasz tytułowy ,,Czarny Baron” czyli generał Piotr Nikołajewicz Wrangel.

Piotr Nikołajewicz Wrangel – domena publiczna

Dlaczego nazywany był ,,czarnym baronem”? Podobno ze względu na noszoną przez niego czarną czerkieskę (na zdjęciu). Ale przydomek ,,czarny” oczywiście stoi w opozycji do ,,czerwony” czyli koloru rewolucyjnego. Oczywiście określenie obszarnika barona  ( bo był nim w rzeczywistości) przydomkiem ,,czarny” nosiło wszelkie te pejoratywne znamiona, zwłaszcza w ustach radzickich propagandystów.

Z Piotrem Wranglem, związany jest drugi krzyż, od którego zaczelismy pogawędkę, zwany Krzyżem Gallipoli.

By nie mylić go z Gwiazdą Gallipoli zamieszczam link do moich wypocin na jej temat 🙂 

http://orderywojenne.pl/medal-zelaznego-polksiezyca-gwiazda-gallipoli/

To sobie możecie poczytać z nudów, w trakcie świątecznego relaksu po obżarstwie 🙂

W chwili obecnej generał Wrangel postrzegany jest oczywiście inaczej – zdecydowanie pozytywnie. To historyczne postrzeganie samych pozytywów swojej historii przez Rosjan jest chwalebne. Nie odżegnują się w chwili obecnej od żadnego etapu swojej historii i nie piętnują kogoś tylko dlatego, że walczył po tej czy tamtej stronie, po prostu jest częścią historii Rosji i takie podejście mi się podoba. 

Generał Wrangel objął dowodzenie, w momencie gdy Armia Czerwona toczyła swe boje na terenie naszego kraju i zaangażowana w wojnę z Polską była osłabiona (zwłaszcza po łupniu jaki dostała nad Wisłą), stąd i nieskutecznie walczyła z ,,białymi” na południu. Stąd niespodziewanie dla Wrangla zawieszenie broni w wojnie z Polską z dnia 18 października 1920 roku przypieczętowało klęskę jego armii. Uwolnione z frontu zachodniego oddziały Armii Czerwonej zostały skierowane do walki z białą armią i czarnym baronem Wranglem. 

Schemat operacji perekopsko-czongarskiej – Internet. 

Przypieczętowaniem jej klęski była operacja perekopsko-czongarska. Dowodzący w tej operacji Armią Czerwoną Michał Frunze, podoficer w czasie Wielkiej Wojny, całkiem uzdolniony czerwony dowódca,  zaatakował armię Wrangla na Krymie, odcinając Przesmyk Perekopski, czyli jedyne lądowe połączenie Krymu ze stałym lądem .

Michał Frunze – domena publiczna

Na Krymie w dowództwie ,,białych” w obliczu niemożności podjęcia dalszych działań, w tym i niemożności jakichkolwiek działań aliantów, podjęło decyzję o ewakuacji całej armii (chociaż nie był to przymus, tylko zalecenie, jedyne słuszne jak się okazało). Alianci wspierający działania białej armii wspomagali naturalnie cały proces ewakuacji. Ewakuowano ponad 145 tysięcy żołnierzy. Ewakuacja była jedną wielka niewiadomą, bo tak naprawdę nikt nie wiedział dokąd zmierzają. Ewakuowanych podzielono na dwie grupy, pierwsza  której znalazły się oddziały Korpusu Kawalerii dowodzone przez Iwana Barbowicza, opuszczały Krym w porcie sewastopolskim. 

Generał Iwan Barbowicz dowódca  Korpusu Kawalerii Armii Ochotniczej 
– domena publiczna

Dlaczego wspomniałem o generale Barbowiczu? Otóż był on dowódcą Korpusu Kawalerii armii Wrangla, co za tym idzie nasz staruszek, sprzedający krzyże, walczył pod jego dowództwem, o czym wspominał Wojtkowi, ale relacja ta po latach jest trudna do odtworzenia. W każdym razie nazwisko tego generała przewijało się w rozmowie kilkukrotnie. Korpus Kawalerii Barbowicza stoczył przegraną bitwę z kawalerzystami Siemiona Karetnikowa, jednego z dowódców armii Nestora Machno tzw. ,,machnowców”, walczących akuratnie w tej operacji po stronie Armii Czerwonej.

Nestor Machno w otoczeniu swoich żołnierzy – domena publiczna

Nie opisuje losów ,,machnowców” bo to inna historia, można poszperać i poczytać, ale zawrót głowy w związku z bigosem wojny domowej będzie jeszcze większy..

Generał Barbowicz to tez bardzo ciekawa postać i warta chociażby wzmianki, co uczyniłem. Ostatnie potyczki były tylko symbolicznymi zmaganiami, bo decyzja o ewakuacji zapadła.

Ewakuacja z krymskich portów odbyła się na statkach zwanych ,,flotą Wrangla”, składających się zarówno z okrętów wojennych floty  jak i statków alianckich dostarczonych na potrzeby ewakuacyjne.

Po morskiej podróży uchodźcy przede wszystkim opuszczali statki w kontrolowanym przez aliantów Konstantynopolu, skąd zostali przetransportowani do obozów na Półwysep Gallipoli.

Reszta statków odpłynęła na wyspę Lemnos, oraz do tunezyjskiego  portu Bizerta. Były i inne miejsca ewakuacji, z wszytskimi związane są pamiątkowe krzyże. A jednym z nich jest nasz tytułowy ,,bohater”. 

Ewakuacja Armii Wrangla z Krymu – domena publiczna
Ewakuacja Armii Wrangla z Krymu – domena publiczna
Ewakuacja Armii Wrangla z Krymu – domena publiczna

Tych którzy nie zdążyli, bądź nie chcieli się ewakuować z Krymu spotyka straszny los. 26 listopada 1920 roku do portu w Sewastopolu wkracza Armia Czerwona. Wstępem do ,,pokoju dla narodów świata” jaki niosła jest rozstrzelanie wszystkich robotników portowych uczestniczących w ewakuacji…Na Krym wkracza znany z reszty kraju ,,czerwony terror”, czyli ludobójstwo w imię ,,słusznej idei”.

„W piwnicy Czeka”  Ivan Vladimirov (1919) – domena publiczna

Na Krymie rozgrywają się straszne wydarzenia. Ci, którzy nie chcieli się ewakuować tracili życie. Machina ,,czerwonej sprawiedliwości” była nieubłagana. Ale opuszczamy Krym i hekatombę resztek armii Wrangla i jesteśmy w Gallipoli, gdzie dotarła część żołnierzy, mających jak by to powiedzieć ,,większe szczęście”. Dla nich zostaje ustanowiony drugi z naszych bohaterów czyli ,,krzyż ewakuacyjny”, drugi z opisywanych tutaj- czarny z napisem Gallipoli i datami.

Jako, że nie skupiam się na wartości kolekcjonerskiej obu krzyży, bo to nie ma znaczenia w tym opowiadaniu, podkreśliłem jedynie przekaz emocjonalny jaki za sobą niosą. Więc nie będzie o producentach, cenach, dostępności, oczywiście warto zaznaczyć że nie są to pospolite i tanie pamiątki 🙂

Krzyż ten jest jednym z wielu krzyży – pamiątek tej ewakuacji zaprezentuje na zdjęciach kilka z nich, zdjęcia z Internetu rzecz jasna (poza moim)


Stylistyka jest podobna, czarny krzyż okolony ramkami, daty ewakuacji i pobytu na wygnaniu i nazwa miejscowości gdzie przebywali w obozach ewakuowani żołnierze. Czasami zdarzają się krzyże bez jakichkolwiek napisów (dla tych którzy nie przebywali w obozach), czasami nawet bez dat. Z obozów

Ładunek emocjonalny był chyba dla ich posiadaczy ogromny. Stąd i wracając do początku pogaduchy, aż trudno uwierzyć, że jego posiadacz zdecydował się o ich pozbyciu. Ale pamiątki pamiątkami a życie życiem. Wszystkie pamiątki tracą na wartości  w obliczu braku pieniędzy na chleb czy lekarstwa. Jak było w tym przypadku nie wiem, nie wie tego i Wojtek, który odwiedził wieś lata po zakupie krzyży i nie napotkał juz staruszka, który jak się okazało zmarł. Jakie były jego losy? Jak wiele musiał dać z siebie by wrócić  do swojej rodzinnej wsi? Ile musiał się ukrywać ze swoją przeszłością gdy jego wieś znalazła się na terenie ZSRR? Jak długo trzymał schowane krzyże jako jedyne pamiątki wojennej młodości? A może w obliczu śmierci nie chciał pamiętać o wydarzeniach sprzed wielu dziesiątek lat i postanowił się ich pozbyć? Nie znamy nawet jego imienia i nazwiska i nad tym boleję najbardziej. 

Takie koleje losu dotknęły wielu żołnierzy wielu armii w wielu wojnach, niosąc uniwersalne przesłanie o bezsensie zabijania i wszelakich wojen.

I tak siedząc sobie dzisiaj na parę dni przed w Wigilią przed komputerem i pisząc te słowa,  próbuję wyobrazić sobie ostatnie dni Korpusu Kawalerii generała Barbowicza i ich walkę z hordą anarchistycznych ,,machnowców” i może naszego staruszka, wtedy dzielnego młodego kawalerzystę wyrąbującego sobie szablą wolność w drodze do portów ewakuacyjnych.

Nocny atak pod Perekopem. 7 do 17 listopada 1920 r. – Internet

Wyobrażam sobie może ostatni w jego życiu cios szablą, który prowadził do wolności. A może tych ciosów potrzeba było znacznie więcej?…

Wesołych Świąt !!!

i do usłyszenia

Przemek

W odpowiedzi na “Opowieść wigilijna o dwóch krzyżach i Czarnym Baronie”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Share on Social Media