O mnie…

Przekornie nie opowiem swojego życiorysu, bo nie ma chyba niczego bardziej nudnego jak czytanie czegoś takiego 🙂 Ale mogę napisać co mnie interesuje, w zasadzie wkleję tekst, który kiedyś zamieściłem na poprzednim blogu….


Na imię mam Przemek. Podobizna mojej facjaty w turystycznym przyodziewku powyżej, w tym ukochanym postrzępionym kapeluszu. Młodzieniaszkiem juz nie jestem (całe szczęście) 🙂

Może nie będę się koncentrował na swoim życiu i pracy, bo to nie miejsce na to..

Zacznijmy..

Na początku były jednak te odznaczenia długo przed numizmatyką, której już nie oddaję się z taka pasją jak dawniej, dlaczego? Bo sfera finansowa w przypadku numizmatyki stanowi fundament sensownego rozwijającego się zbioru. Poza tym w numizmatyką to jednak zbieranie wariantów, odmian monet. Raczej o charakterze zawężonym do jednego władcy, okresu, ewentualnie nominału.. Mnie to nie fascynuje, bo jak widzę powiedzmy 30 trojaków Zygmunta III Wazy to pomimo różnic, różnych mennic cały czas mam przed oczami same trojaki, to tak jakbym skoncentrował się na jednym typie odznaczeń i zbierał tylko i wyłącznie Krzyże Zasługi. Ciekawe, ale dla mnie nudne. Potrzebuję odmienności, potrzebuje by wzrok sycił się odmiennościami, kolorami wstążek, różnymi wizerunkami, kształtami, nie tylko jednym z reguły okrągłym. Prócz doznań estetycznych odznaczenia niosą za sobą perspektywy dużej dostępności finansowej a i świat barw, kolorów, kształtów, cieszy oko nawet członków rodziny, która to rodzina wcześniej na widok monet robiła różne grymasy. 

Odznaczenia były pierwsze, bo jako dziecko wyciągałem odznaczenia mojego dziadka i sobie je oglądałem, przeganiany przez babcię. Zanim rozpocząłem zabawę w numizmatykę, pierwszym zakupem był order. W zasadzie był to Krzyż Żelazny z okresu pierwszej wojny światowej, zakupiony na sławnym Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku. Zdaje się, że był nawet oryginalny – emisja cesarska Wilhelma II z 1914 roku, ale wstążkę miał już nową dodatkowo od emisji drugowojennej. W zbiorach go nie mam od dawna, ale pomimo iż nie należał do polskich odznaczeń to wpływ miał i to bardzo duży na późniejszy powrót do tej gałęzi w sumie wywodzącej się z numizmatyki. To tak na pocieszenie dla samego siebie i wypłukania wyrzutów sumienia.

Dlaczego w ogóle bojowe a nie cywilne i wszelkie ,,inne”? Na początku moich wpisów chyba należałoby to wyjaśnić. Zawężanie kolekcji nie jest powodowane innymi względami jak ograniczone zasoby finansowe. Zasoby te pozwalają w niewielkim stopniu na regularne uzupełnianie  kolekcji, niestety wykluczają możliwość zakupu ,,wszystkiego co się podoba” i zostało wybite by dumnie zawisnąć na czyjejś piersi czy szyi. Pokus jest wiele, ale rozległość tematu odznaczeń i orderów ,,cywilnych” nadawanych w oparciu o zasługi w czasie pokoju, jest zbyt wielka. Zawężając zbiory do jednego kraju jesteśmy się w z tym w stanie uporać, ale po pewnym czasie kolekcja stanie się bardzo spolaryzowana” i wpadniemy w otchłań koniecznych inwestycji finansowych na wielką skalę. Podobnie ma się to w odniesieniu do numizmatyki. Najpiękniejsze są początki kolekcjonowania, to wie chyba każdy. Po podjęciu decyzji pierwsze zakupy, czy tez późniejsze nieco wymiany przebiegają w błyskawicznym tempie, kolekcja rozrasta się, środków na koncie zazwyczaj szybko ubywa… Później następuje faza stagnacji w przyroście kolekcji, dopływa coraz mniej okazów, za to pieniędzy ubywa jeszcze więcej, więc tutaj możemy mówić o początkach katastrofy przeciętnie zamożnego kolekcjonera. By nie doprowadzić do katastrofy całkowitej, należy w jakiś sposób ten zbiór zawęzić. Nie jest to łatwe. Zawęzić ale i …rozbudować. Budowanie w oparciu o charakter nagradzanych zasług jest kuszący. Tak było i ze mną. Chociaż popełniłem i popełniam wiele odstępstw od tego szczytnego zamierzenia.

Zbiór poprzez swój niekontrolowany rozrost zaczyna kusić ,,wielokierunkowością”. Jako, że zasoby finansowe się kurczą często w tempie kurczenia się różnych części ciała po wejściu do zimnego Bałtyku, decyzja może ukierunkować nas na:

Primo – zamrożenie czasowe całego zbioru i odbudowę zasobów finansowych, aż do czasu uzyskania płynności finansowej – nierealne w moim przypadku

Secundo – ukierunkowanie części zbioru i jej rozwój z zamrożeniem pozostałej do czasu podjęcia sensownej decyzji – logiczne tak zrobiłem w odniesieniu do części zbioru monet i dewocjonaliów.

Tertio – pozostawienia części zbioru do dalszego rozwoju, a upłynnienie na aukcjach konsekwentnie  reszty – nierealne, przynajmniej dla mnie, chociaż wiem, że sporo osób tak robi, ja nie mam serca….

Ta trzecia forma działania jest często wybierana, ale można zacząć i od początku bez specjalnego rozwijania zbioru w każdym kierunku.

Dla początkującego kolekcjonera łatwe to nie jest. Znajomi, rodzina, obdarowują bardzo często w dobrej wierze różnymi walorami, a to falerystycznymi a to numizmatycznymi. I kłopoty rodzą się czasami same. Co z nimi robić, prezentów się nie wyrzuca, tym bardziej nie sprzedaje. Bardzo często jakiś okaz darowany wyzwala emocje i chęć gromadzenia okazów ,,pochodnych” ,,podobnych”. Z zaczątków kolekcji tworzy się powoli ,,zbieranina” trudna do opanowania. Stąd też prezenty trzeba szanować, ale niekoniecznie cos więcej. Zostawić, włożyć w klasę czy pudełko, bo a nuż wujek przy wigilijnym stole zapyta o ten prezent i jego losy?

Kolekcjonerstwo jest stanem ducha, niespokojnym stanem, dla którego ważne jest ciągłe jego odżywianie nowymi okazami.   Zbioru militariów w zasadzie nie rozwijałem poza zakupem kilku odznak kwalifikowanych armii Austro-Węgierskiej raczej do falerystyki. Z obocznych pasji zostały mi falerystyczne związane z obroną Cywilną PRL oraz Służbą Polsce..

Drobiazgi te pozwalają za parę złotych uzupełnić kolekcję w czasach kryzysu finansowego, ,,doła” psychicznego etc.. A przy okazji całkiem fajnie się prezentują i wiedzę wzbogacają.

Tak w zasadzie wszystko się zaczęło od przypadkowego kompulsywnego zakupu, a teraz możemy przystąpić do dyskusji i osobistych przemyśleń.

Przepraszam za amatorskie opisy, ale jakoś trzeba zacząć każdą opowieść.

Share on Social Media