Kategorie
Odznaczenia Austro Węgier

Medal Waleczności -Tapferkeitsmedaille cz.3 – szpangi, falsyfikaty i ciekawostki….

Rozważania te są uzupełnieniem dwóch poprzednich wpisów, do których linki podaję poniżej:

część pierwsza

http://orderywojenne.pl/medal-walecznosci-tapferkeitsmedaille-cz-1/

oraz część druga

http://orderywojenne.pl/medal-walecznosci-tapferkeitsmedaille-cz-2/

Falsyfikaty pominęliśmy, a raczej potraktowaliśmy zdawkowo, zostawiając bardziej szczegółowe rozważania na później. Chwila ta nastąpiła. Cóż dodać – może zacznijmy od falsyfikatów?

Nie spotkałem podróbek klas niskich, nie spotkałem podróbek, czyli ich nie widziałem. Klasy ,,niskie” gwoli wyjaśnienia to nic innego jak medale brązowe i małe srebrne. Co prawda jeśli chodzi o małe srebrne, spotyka sie nader sporo przeróżnych produkcji lat dwudziestych XX wieku, które nieco odbiegają od standardów nadań wojennych, zwłaszcza z początku wojny. By dodać pikanterii powiem, że generalnie wszystkie medale waleczności poza złotymi, były produkowane przez austriacką mennicę (Hauptmünzamt Wien) do końca lat siedemdziesiątych XX wieku…. Jakie to powoduje implikacje sami sie domyślcie 🙂 Co do ,,podejrzanych” medali, to są to przede wszystkim medale bez oznaczenia grawera, o tym pisaliśmy w części drugiej i chyba gros  problemów juz opisałem. Dodam jeszcze , że oficjalne Tapferkeitsmedaille z okresu Franciszka Józefa I, z lat 1867-1916, powinny zawsze nosić nazwisko grawera „LEISEK” dla złotego i srebrnego 1 klasy) oraz „TAUTENHAYN” dla srebrnego 2 klasy i brązowego. Okres panowania Karola I to jedynie nazwisko grawera ,,KATUSCH” na wszystkich klasach oficjalnie nadawanych medali. .Nie dodałem, że wykonania medalu z innego materiału niż srebro nie można zakwalifikować zawsze jako falsyfikatu, czy podróbki. Koniec wojny to okres totalnego deficytu metali kolorowych, stąd i srebrzone a i cynkowe egzemplarze nie są czymś dziwnym. Jest jeszcze jeden aspekt zastosowania metali bardziej ,,podłych” do produkcji medali. To niskobudżetowe wtórniki. Medale zwłaszcza noszone cały czas a nie z okazji parad, ulegały zużyciu, wytarciu, wreszcie mogły być gubione… A co wtedy jak ktoś zgubił albo zastawił go w karczmie, bo i takie sytuacje sie zdarzały? Tutaj w sukurs szli grawerzy z produkcjami poza oficjalnymi, niekoniecznie z metali szlachetnych ( oczywiście chodzi o srebro). Jako, że fałszerstwo było srogo karane, nie zamieszczali podrobionych nazw urzędowych grawerów. Czy prócz braku nazwy grawera i jakości materiału, można je jeszcze jakoś rozróżnić? Cały czas operujemy w obrębie medali złotego, dużego srebrnego i wersji sprzed 1867 roku. Tak, na falsyfikatach wizerunek cesarza jest mało wyraźny, bardzo często uszko medalu jest druciane, nie walcowane, medal ma ostre krawędzie, czasami ślady po odlewie, czyli podejrzane pęcherzyki. Wszystkie cechy falsyfikatu podobnie jak w falerystyce sensu lato i oczywiście w numizmatyce. Czasami do falsyfikatów tych cenniejszych, dodawane są oryginalne wstążki, które wprowadzają dezorientację zwłaszcza u mniej doświadczonych kolekcjonerów. Najgorszym rodzajem podróbki, jest tak zwane ,,nowe bicie”, ze starych sztanc (które bynajmniej nie zostały zniszczone..), tu wszystko sie zgadza i jeśli ktoś ,,dopracuje” powierzchnię medalu, czyli ją odpowiednio spatynuje, to są one w zasadzie nie do odróżnienia (może poza uszkiem). To tłumaczyć może niektóre medale wyglądające jak nowe…. Zerknijcie do swoich kolekcji.. i jak serce mocniej zabiło ? 😉

Jako, że złotych medali w kolekcjach jest niewiele to kilka słów na koniec dla kolekcjonerów , chełpiących się ich posiadaniem. Warto wiedzieć, że od połowy lat dwudziestych właściciele Tapferkeitsmedaille mogli kupować prawdziwe złote medale, oficjalnie dystrybuowane. Firma „Uniform Dürbeck” w Wiedniu IX na Berggasse miała na to nawet własny cennik! Stąd i u mnie brak w kolekcji ,,złotości” bo pomimo licznych okazji miałem zbyt dużo wątpliwości co do ich oryginalności. Nie tylko ta firma zresztą je wybijała i mennica państwowa w Wiedniu, a i do roku 1939 w katalogach różnych firm grawerskich znajdują się nasze medale, kóre można było sobie kupować do woli.

Teraz czas przejść do drugiego kłopotliwego drobiazgu, a mianowicie do literki ,,K” na medalach. Literka ta jak wiemy wyróżniała nadania dla oficerów (od 26 września 1917 roku). Jak wszyscy sie domyślamy literka przyczepiona do wstążki znacznie winduje cenę.

Zdjęcie z aukcji https://www.dorotheum.com/właściwe literki na właściwym miejscu

Wiemy o tym my ale wiedzą i sprzedający…..

Więc cóż wymyślili sobie sprzedawcy?

Ano…produkcja ruszyła…poniżej model wzór 2010 produkcja węgierska, na samym dole zdjęcie modelu nieznanego, chodzą słuchy, że to nasz rodzimy produkt……

Zdjęcie http://www.ordenskunde.at/
Zdjęcie http://www.ordenskunde.at/
Zdjęcie http://www.ordenskunde.at/

Niestety tak sie składa, że dobrze podrobionej literki ,,K” praktycznie nie można odróżnić od oryginalnej bez gruntownej analizy pod mikroskopem, analizy przetarć, załamań, etc. A takiej możliwości nie mamy niestety w zakupie aukcyjnym on line. Kierować się trzeba jedynie kilkoma przesłankami.

  • literki te występują jedynie na medalach z podobizną Karola I
  • występują jedynie na medalu wielkim srebrnym i złotym
  • na złotym występują jedynie literki w kolorze złota na srebrnym – w kolorze srebra
  • literki na nowych wstążkach powinny budzić niepokój
  • literki przyszywane bez śladu mocowań w postaci sztyftów nie są raczej oryginalne

Więcej porad w tej materii nie da sie udzielić, sam wzbraniam sie przed zakupami medali z literką ,,K” – z obawy przed falsyfikatami. W każdym razie w okolicznościach takich ,,atrakcji” jak poniżej należy mieć na względzie albo brak wiedzy sprzedającego, lub zgoła złe intencje. Ten ,,brak wiedzy” bardzo często się przewija w opisach aukcji, czasami za często…

Medal mały srebrny z doczepionymi literkami złotymi – Internet
Kombinatoryka prawdopodobnie z epoki – medalu ,,złoconego” z literką która nie powinna sie znależć przy wizerunku Franciszka Józefa – Internet
Tchnący ,,świeżością” medal mały srebrny z literką – Internet

Myślę, że do wielu przeinaczeń w dodawaniu literki doszło w okresie bezpośrednio po Wielkiej Wojnie. Czasy niespokojne, chęć prestiżowego podniesienia wizerunku nagrodzonego mogło powodować różne odruchy uszlachetniające. Zwłaszcza u oficerów promowanych w ostatnich miesiącach wojny, którzy swój szlak bojowy przeszli ze szlifami kadetów, chorążych, jednorocznych ochotników etc., czyli de facto nie oficerów. Ale czy mieli prawo przyczepiać literkę do medalu, którym byli honorowani jako ,,nie oficerowie”? Ten problem wyjdzie nam wyraźnie przy tworach zwanych ,,szpangami” o których kilka słów powiem za chwilę. Wcześniej dokończmy temat wielokrotnych nadań naszego medalu.

W dniu 29 listopada 1915 roku, ustanowiono możliwość wielokrotnego nadania każdej z klas medalu, złotego również. O ,,rekordzistach” pisaliśmy w części drugiej, więc powtarzać sie nie będę 🙂

Otóż kolejne nadania jak juz wspomniałem oznaczane były okuciem mocowanym na wstążce medalu. Tak jak przy mocowaniu literki ,,K” tak okucia również podnoszą wartość medalu. Czy łatwo je fałszować? Trudno orzec, w dobie przeróznych chińskich pomysłów na wzbogacanie rynku we wszystko w co da sie on wzbogacić, powiem że chyba jest to niezbyt trudne. Okucia takie produkowane były przez kilku producentów, z wiedeńskimi na czele takimi jak Braun czy Zimbler. Poniżej kilka takich okuć.

Wytwórca Zimbler zdjęcie z aukcji https://tompress.shop/pl/
Dwóch wytwórców okuć Robert Braun i niezidentyfikowany symbol graficzny jednego z wytwórców – zdjęcie https://www.kuenker.de z aukcji SixBid

Oraz jak prezentowały się na wstążkach

Trzecie nadaniezdjęcie https://www.kuenker.de z aukcji SixBid
Czwarte nadanie zdjęcie https://www.kuenker.de z aukcji SixBid
Drugie nadanie zdjęcie https://www.kuenker.de z aukcji SixBid

Jak widzimy okucia są charakterystyczne, wykonane z białego metalu, były one doszywane do wstążki – stąd małe otworki na ich zakończeniach. Są bardzo charakterystycznie podgięte do góry. Tak by nie zahaczać się o elementy munduru, po prostu nie wystawały poza wstążkę. Czy są fałszowane, jak najbardziej. Technika XXI wieczna jest jednak daleko w tyle za tą sprzed 100 lat i fałszowanie wymaga specjalistycznych giętarek, chyba w chałupniczych pracowniach to się nie kalkuluje. Zważyć musimy jednak na oficjalny rynek kolekcjonerskich kopii. Przy zakupie jeżeli okucie jest doszyte do wstążki to zwykła lupa pozwala na stwierdzenie czy nici są nowe czy stare. Jeżeli okucie odbiega od tych zaprezentowanych i jest w postaci ,,belki” nie zaginającej się na wstążce, to trzeba uważać. Podobnie przy różnej maści belkach mocowanych ,,na wąsy”. Nie neguję, że część z takich podejrzanych okuć może być wyprodukowana chałupniczo w epoce, bo odczepienie i zagubienie oryginalnego okucia chyba wchodzi w grę. Ale są to skrajnie rzadkie przypadki.

Okucia podnoszą cenę i to znacznie – co widzimy na aukcjach, aukcjach na których ceny od pewnego czasu wariują, ciekawe czy to trwały trend czy czasowy.

No i zostały nam szpangi. Szpangi, czyli połączone ze sobą zgodnie z hierarchią ważności medale, noszone w czasie uroczystości na mundurach. To wielki temat, przeogromny. My skoncentrujemy sie jedynie na naszym medalu jako składniku szpang medalowych czy orderowo- medalowych. I to tylko na aspektach niebezpiecznych oszustw w tej materii. W sumie nie tak prostych do wykrycia, ponieważ posiłkować sie trzeba wiedzą dotyczącą zakresu nadań odznaczeń. czyli komu były nadawane i dlaczego ewentualnie nie powinny sie na szpandze znależć.

Na początku powiem – szpangi nie były noszone w czasie wojny i prezentowanie sylwetek frontowych żołnierzy ze szpangami to lekka przesada. Szpanga to pomysł rodem z końca wojny w 1918 roku. Żołnierze chętnie nosili medale, nawet w oddziałach szturmowych, ale nie w postaci sztywnej szpangi, tylko luźno zawieszonych.

Oddziały szturmowe – Isonzo – źródło Wikimedia Commons
Oddziały szturmowe – źródło Internet

Te powyższe przykłady jeszcze raz uzmysławiają, że nikt nie nosił szpang, chyba, że zszyte ze sobą medale, w postaci takiej ,,szpangowej namiastki” , by łatwo było je zdjąć z munduru, zwinąć i włożyć do kieszeni. Czy atakowano przy wtóre brzęku medali zawieszonych na mundurze – tutaj zdania są podzielone, natomiast bardzo chętnie z nimi pozowano po bitwie, co widzimy na zdjęciach. Natomiast baretki jak najbardziej noszono zwłaszcza w drugiej połowie wojny. Baretki pozostawimy do rozmyślań ogólnych za jakiś czas. Teraz kilka zdjęć szpang i krótkich wyjaśnień. Otóż bowiem, wzrost zapotrzebowania na zakupy ,,całostkowe” medali, pochodzących od jednej osoby doprowadziły do rozwoju przemysłu produkującego szpangi. Gdyby produkujący takie szpangi zachowali umiar, problem byłby marginalny. Ale nie jest…

Gdyby wszystkie ordery/odznaczenia w takiej szpandze były oryginalne toteż nie byłoby wielkim zmartwieniem. Gorzej jest w sytuacji (wcale nie tak rzadkiej), że do szpangi pomysłowi handlowcy wczepiają falsyfikaty, oczywiście nie wszystkie, pojedynczo, nadając pozory oryginalności jako całości. Omamiony wizją zakupu całostkowego zbioru po jednej osobie kupujący, nie zwraca uwagi na ewidentne podróbki. Czasami dla odwrócenia uwagi najbardziej cenny order jest oryginalny, a za nim ciągną się falsyfikaty medalowe, w tym prym wiodą w odniesieniu do szpang austriackich złote Medale Waleczności…

Pierwsza ,,wzorcowa”szpanga nie budzi wątpliwości

Źródło – http://www.military-antiques-stockholm.com/

Jest to szpanga dzielnego podoficera, o czym świadczy krzyż za sześcioletnią służbę, udział w mobilizacji 1912-13, oraz medale pamiątkowe. Wywnioskować można, że służył w wojsku minimum od 1908 roku, o czym świadczy Krzyż Jubileuszowy 1848-1908. Oczywiście prawidłowo umieszczony na pierwszym miejscu mały srebrny Medal Waleczności. Szpanga ma mocowania wstążek, które trudno podrobić, taki niemiecki wzór szpangowy, często spotykany w handlu, głównie jeśli chodzi o odznaczenia niemieckie I i II WŚ.

Druga szpanga również nie budzi większych zastrzeżeń. Ciekawie zaprezentowały się medale nieaustriackie, na samym końcu w tym chorwacki medal ,, Za waleczność” i rumuński medal ,,Krucjata przeciwko komunizmowi”. Ciekawe do kogo należała. W każdym razie do żołnierza czynnego zawodowo w okresie drugiej wojny, ale nie Chorwata, tylko Austriaka, o czym świadczy kolejność medali.

Źródło – domena publiczna – Internet

Kolejna szpanga budzi pewne wątpliwości, chociaz jeszcze nie tak wielkie. Zastanawia udział aż dwóch medali Zasługi Wojskowej – Signum Laudis, wraz z poprzedzającymi ich ( w hierarchii nadania) Medalami Waleczności. Brak odznaczeń potwierdzających służbę przed Wielką Wojną. Czyli prawdopodobieństwo jest, iż nagrodzony był kadetem, jednorocznym ochotnikiem, który dosyć szybko wspiął się po szczeblach awansowych za zasługi bojowe. Na przedzie dumny Order Zasługi Republiki Austrii (1922-1938)

Źródło – domena publiczna – Internet

A teraz przykład kompletnej bzdury. Szpangę rozpoczyna Krzyż Zasługi Wojskowej, to jest ok, nadawany był on wyłącznie oficerom ! Potem mamy wielki srebrny Medal Waleczności, za nim dwa Signum Laudis. Medal Za Waleczność nigdy nie poprzedzał Signum Laudis ! Dodatkowo medal wielki srebrny nie jest oznaczony literą ,,K” więc nadany został nie oficerowi tylko podoficerowi. Austriacy bardzo dbali o tą literkę ,,K”. Następnie znowuż brązowy Medal Waleczności, typowy dla nie oficerów. Koreluje to bardzo z Krzyżem Zasługi i Signum Laudis… Dopełnieniem samobójczego strzału jest Krzyż (Odznaka) za 25 letnią służbę ale nadawana wyłącznie oficerom, za służbę w oficerskim stopniu. Ktoś kto otrzymał taki krzyż nie mógł otrzymać Medali Waleczności dla szeregowców i podoficerów. A takich awansów nie było, bo nagrodzonemu zabrakło by po prostu czasu.

Źródło – domena publiczna – Internet

Podobnie poniżej, szkoda gadać, podoficer nagrodzony za 25 lat służby w oficerskim stopniu dodatkowo medalami dla szeregowców i podoficerów….W międzyczasie Signum Laudis….

Źródło – domena publiczna – Internet

Jeszcze jeden przykład zapewnię bardzo dzielnego podoficera, który nagle otrzymał Order Zasługi Wojskowej…Chyba, że dotyczyło dzielnego kadeta, lub chorążego. To też mało prawdopodobne (niemniej nie wykluczone, ale takich kombinacji są setki na aukcjach, trudno orzec, czy wszystkie to szpangi dzielnych kadetów). Ten nagrodzony raczej otrzymałby w hierarchii wcześniej Signum Laudis.

Źródło – domena publiczna – Internet

I ostatni klasyczny przypadek pomieszania z poplątaniem… Znamienitej zresztą firmy aukcyjnej…. Jeżeli nadano w okresie panowania Franciszka Józefa I Medal Waleczności w srebrze i to duży, oraz Signum Laudis w brązie, to nie można było nadać w okresie panowania Karola I brązowego Medalu Waleczności dla szeregowców…. Estetycznie skomponowane oszukaństwo, nawet dobrane wielkościami, by wszystko ładnie wyeksponować.. 🙂

Źródło – domena publiczna – Internet

Te szpangi składające się z medali nie upiętych specjalnymi wstążkami takimi typowymi dla szpang, wymagają największej czujności.

Pod koniec tej dysputy jeszcze jedna szpanga, bardzo ciekawy pomysł na połączenie wszystkiego co popadnie, dla potrzeb reklamowych tym razem bez zastrzeżeń bo to oficjalna replika szpangi, byle ładnie, byle dużo… Na takie szpangi tez trzeba uważać bo niektórzy po spatynowaniu mogą próbować sprzedać je jako oryginały 🙂

Źródło https://www.ordensmanufaktur.net/

Oczywiście kolejność odznaczeń ma bardzo duże znaczenie, niemniej pamiętać należy, że bardzo często austriackie odznaczenia znajdują się w szpangach innych państw, wtedy niech nie dziwi, że najwyższe wyróżnienia znajdują sie na samym końcu…

Poniżej fragment szpangi z Orderem Franciszka Józefa na samym końcu…

Źródło – aukcja https://www.emedals.com/

Podsumowując te nieszczęsne szpangi jeszcze jedna uwaga, bo mało osób wie o tym, że były i szpangi salonowe, upinane na fraku, gdzie hierarchia odznaczeniowo-orderowa układała się w drugą stronę. O tak …

Źródło – domena publiczna – Internet

tutaj szpanga jest źle wyeksponowana – powinna być pokazana pod skosem, w którym srebrny Signum Laudis jest najwyżej a Krzyż Mobilizacyjny najniżej. Noszona na frakach, w trakcie uroczystych wystąpień, uroczystości, ot ,,na salonach” 🙂 O taki odwrócony porządek.

I tym samym zakończyliśmy rozważania o Medalu Waleczności, zahaczając przy okazji o szpangi, które stanowią bardzo ciekawy temat do dyskusji, niemniej o tym już następnym razem 🙂

Na koniec Szwejk…tak jak zaczynaliśmy ten cykl tak kończymy..

…..Sierżant rachuby Vaniek zapytał z dużym zainteresowaniem:

-Co sadzicie, Szwejku, jak też długo trwać będzie ta wojna?

-Piętnaście lat – odpowiedział Szwejk. – To całkiem jasne, ponieważ już raz była wojna trzydziestoletnia, a teraz jesteśmy połowę mądrzejsi niż dawniej, wiec trzydzieści podzielić przez dwa równa sie piętnaście………

I co by to było, gdyby Szwejk miał słuszność? Ileż to medali więcej by nadano?

Do usłyszenia 🙂

2 odpowiedzi na “Medal Waleczności -Tapferkeitsmedaille cz.3 – szpangi, falsyfikaty i ciekawostki….”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Share on Social Media